Katalog znalezionych fraz
aaaaWelcome to my worldaaaa

Temat: Msza Św. w intencji JPII
" />
">przesadny konserwatyzm, rozumowanie rodem z Torunia. najlepiej wrocic do sredniowiecza... z pewnoscia tak JP II nie myslal. on przyciagal mlodych, a Wy, jak widac, ich szudladkujecie (...)

No to dowaliłeś z tym Toruniem. Jakie średniowiecze? Wybacz, to słowa były do Matts`a (jeśli źle odmieniam proszę mnie upomnieć), ale uderzyły także we mnie.

Średniowiecze... mogłabym wymieniać rzeczy, których na oczy nie widziałeś i może długo nie będziesz widział... Jak na tak młody wiek osiągnęłam nadzwyczaj dużo, przede wszystkim pracą. Średniowiecze... Interesujące. Ale co to ma do mojej wiary? Czy to, że coś mam, posiadam i nie egzystuje w średniowieczu coś zmienia? Wiara to kolejne wezwanie, by się wysilić chociaż trochę. I słynne, na każdym kroku przywoływane średniowiecze nie ma nic do tego. A tym bardziej nie ma związku z jakimś durnym Rydzykiem i jego Toruniem. Łatwiej natomiast iść na łatwiznę i bronić się wszechobecną wolnością wszystkiego rzucając oklepane dobre kilkanaście miesięcy zdania.

Jan Paweł II przyciągał młodych. Zgadza się jak najbardziej. Tylko nie zapominaj, że wymagał też czasem ponad miarę. Bo o to chodzi, by zadać sobie jakikolwiek trud i wysiłek. A nie powoływać się na abstrakcyjne poniekąd hasła. A tym sposobem, często błednym i tak utwierdzisz się w swoim zdaniu. Bo o to przecież chodzi.


">przepraszam, ze brzydko zapytam: a co Ciebie to obchodzi co ja (i inni mlodzi, nie uczestniczacy bezposrednio w Waszych modłach) tam robili? Czy ktos Ciebie uderzył? Czy ktos Cie obrazil? czy ksiadz przerwal msze? skro tak zle bylo, to moze nie wychodzic poza mury kosciola?

Dobrze wiesz o co chodzi, a zadajesz conajmniej dziwne pytania. I doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Moja siostra też była w różowej kurtce. I co? I nic. A może to, że ma 15 lat? Są ludzie i ludzie i tak zawsze będzie. A co do innych (a faktycznie mogłam osobiście ich na palcach policzyć, więc nie było źle), nie będę się wypowiadała, bo używając cytatów moja wypowiedź wyglądała by conajmniej jak śnieżyca. Wygwiazdkowana, jak to nazywam. Wierz mi, że z nikąd nie wzięło się powiedzenie "Jak Cię widzą, tak Cię piszą". Widać życie jest brutalne.

Tak więc nikt nie ma pretensji do kogoś, kto ewentualnie sobie chce zobaczyć. Mogę przyznać Ci rację. Ale po co się tym afiszować? Co ma na celu późniejsze wykrzykiwanie przeróżnych haseł, jeśli było się tam zaledwie kilka minut, a ukazuje się później jako najlepszy znawca sytuacji?

Są pewne zasady, nie tylko na mszach. Których każdy z nas przestrzega. Tylko, że jest to codzienne wymaganie jako takiego taktu, dlatego jest to przyjmowane jako powszechne zachowanie. A w tym przypadku jest inaczej... I to sporo ludzi boli...
Źródło: swiony.info/f/viewtopic.php?t=3523



Temat: Czy masz dziewczynę, chłopaka?
JAk to mowi pewne słynne powiedzenie ,albo raczej cytat "nie wystarczy tylko pokochać , ale trzeba wziąść tą miłość na ręce i przenieść ją przez całe życie".. i wtym tkwi cały sekret....

Bo miec a dac to dwie rozne sprawy
Źródło: forumzn.pl/viewtopic.php?t=2030


Temat: Keynes i tryumf nadziei nad ekonomią
To cudowny moment, by być ekonomistą. W dobrych czasach jesteśmy w większości marginalizowani przez radosne pochrumkiwania rynku. Jednak w tych rzadkich interwałach, w których wszystko sypie się w drzazgi, jesteśmy naprawdę w cenie. Teraz politycy naprawdę nas potrzebują.
Kto inny może im powiedzieć, jak odwrócić recesję pożyczając biliony dolarów? Henry Kissinger? Madeleine Albright? Taaa. Gdzie są teraz wszystkie ich mądrości?

Istotnie, jako grupa zawodowa możemy być słyszalni nieporównywalnie lepiej, niż kiedy kredyt krążył, firmy inwestowały, a konsumenci kupowali to, co biznes chciał im sprzedać. Wtedy opieraliśmy nasze argumenty na danych, nazywanych niekiedy "faktami", przetworzonych za pomocą analizy i poddanych pewnemu rygorowi logicznemu. Na efekt mało kto zwracał uwagę (Tak, wiem, jestem redaktorem dziennika ekonomicznego). Teraz, dla odmiany, wzywamy do wprowadzania pakietów stymulujących wartych biliony dolarów, opierając się jedynie na kilku cytatach z Johna Maynarda Keynesa – i politycy nas hołubią. Cytowanie Keynesa daje nam specjalną licencję na mówienie o ekonomii i nieprzejmowanie się resztą. Parafrazując prawnicze dictum, kiedy fakty są po naszej stronie, stawiamy na fakty; kiedy teoria jest po naszej stronie, stawiamy na teorię; a kiedy ani fakty, ani teoria nie są po naszej stronie, stawiamy na Keynesa – ze świetnym skutkiem.

Keynes nie przez przypadek nie miał nic do powiedzenia w kwestii właściwych składników pakietu stymulującego. To pozwala go cytować z wielkim zapałem zarówno paternalistycznym postępowcom (którzy opowiadają się za wydatkami rządowymi), jak i troskliwym konserwatystom (którzy wolą obniżki podatków dla klasy średniej).

Oczywiście, ekonomiści publikują wnikliwe analizy techniczne efektywności rządowych wydatków i obniżek podatków. Gdy jednak natura nas zawodzi, pocieszamy się Pismem, a nie nauką, a gdy zawodzą nas rynki, zwracamy się do Keynesa. Jego słynny żart, że "w dłuższej perspektywie wszyscy będziemy martwi", wydaje się być głęboko satysfakcjonującym usprawiedliwieniem dla pożyczania dziś bilionów dolarów, mimo że stoi to w jawnej sprzeczności z doświadczeniem naszej dyscypliny: by zacytować słowa Frederica Bastiata z 1848 roku: "Zły ekonomista ogranicza się do widocznych efektów; dobry ekonomista bierze pod uwagę zarówno te efekty, które są widoczne, jak i te, które trzeba przewidzieć" – innymi słowy myśli w dłuższej perspektywie.

Jednym z tych dobrych ekonomistów był francuski rodak Bastiata, Jacques Rueff, który w 1947 roku popełnił artykuł zatytułowany "Słabości ogólnej teorii Lorda Keynesa". Wskazywał w nim, że rządy "mają wybór tylko pomiędzy dwoma rozwiązaniami: pozwolić aparatowi produkcji, by przystosował się do struktury, w której, poprzez ruchy cen, wola konsumentów staje się dominująca, albo też podporządkować pragnienia konsumentów odgórnym regulacjom, zgodnym ze strukturą aparatu produkcyjnego, którego nie proponujemy zmieniać". A ponieważ rządowe "programy inwestycyjne przesuwają środki produkcji z obszarów, gdzie są one bardziej potrzebne do mniej wydajnych branż, ograniczy to standardy życia".

Jednak laureat Nagrody Nobla, Paul Krugman, który nazywa obecne czasy "Momentem Keynesistowskim", usprawiedliwia wydawania bilionów dolarów dokładnie tymi samymi keynesistowskimi argumentami, który obalił Rueff – twierdząc, że pieniądze "w przeciwnym razie pozostaną bezczynne". Kiedy Krugman kupi swoje stymulujące obligacje, ciekawy jestem, skąd będą pochodziły "bezczynne" pieniądze. Sprzeda akcje? Papiery dłużne? Wycofa pieniądze z systemu bankowego? Jeżeli nie pochodzą ze skarbonki, to nie są bezczynne, a Krugman może jedynie mieć nadzieję, że rząd spożytkuje jego fundusze skuteczniej, niż może to zrobić biznes.

Ale to właśnie nadzieja była platformą, na której Prezydent Barack Obama jechał podczas swojej kampanii wyborczej. Nadzieja pozwoliła prezydentowi podnieść szacunki dotyczące liczby miejsc pracy, które powstaną dzięki jego programowi stymulującemu, z 2,5 do trzech milionów, a potem do czterech i to w przeciągu kilku krótkich przemówień. To prawdziwa inicjatywa oparta na wierze. W duchu jedności, który obiecał przynieść do Waszyngtonu, jego propozycja zawiera teraz 60 procent nowych wydatków i 40 procent obniżek podatków. W takiej proporcji Demokraci przeważają nad Republikanami w Kongresie. Tak, możemy!

"Dzięki Bogu w ten sposób uwolniliśmy się od tego przerażającego przymusu ekonomii", by sparafrazować bohatera Rousseau, Wikarego Savoyarda. "Mniejszym kosztem zyskujemy pewniejszą wskazówkę w tym ogromnym labiryncie ludzkich opinii".

Autor: Benn Steil

Autor jest dyrektorem ds. gospodarki międzynarodowej w Radzie Stosunków Międzynarodowych i współautorem książki "Money, Markets and Sovereignty (Yale University Press)”.
© The Financial Times Limited 2009

Źródło: nedds.pl/index.php?showtopic=163606



Welcome to my world